
Witam serdecznie.
Kiedy w 2001 roku opuszczaliśmy rodzinne miasto Wrocław, naszym nowym miejscem na ziemi stały się okolice gór Izerskich. Na Pogórzu urzekło nas wszystko-dzika przyroda, piękne widoki, czyste powietrze. Zamieszkaliśmy w zabytkowym, regionalnym przysłupowym domu.
Góry i Pogórze Izerskie, to tereny wciąż turystycznie niedocenione, przez co zachowały swój niekomercyjny charakter. Nie są to deptaki i promenady, jakich wiele w pobliskich Karkonoszach. Znajdziecie tu spokój i kontakt z naturą.
Pragnę zaprosić Was na wirtualną wycieczkę po regionie. Będziemy razem spacerować po okolicy, zwiedzać zamki, zgłębiać tajemnice przyrody i poznawać bogatą, wielokulturową historię tych ziem.
Jeśli ktoś zapragnie zobaczyć to wszystko na własne oczy, czekają na Was gościnne progi naszego gospodarstwa agroturystycznego, które stanowi bazę noclegową i wypadową nie tylko w pobliskie góry Izerskie, ale również w Karkonosze, do Czech i Niemiec.
Zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z naszą ofertą na stronie internetowej gospodarstwa, której adres znajdziecie po prawej stronie bloga.
sobota, 19 maja 2012
Dzień Otwartych Domów Przysłupowych.

sobota, 10 grudnia 2011
Wieża Woldecka
-A napisz, że to był taki nasz poprzednik, co rupiecie stare zbierał. Żył jednak w bardziej sprzyjających kolekcjonerom czasach, był bogatszy i miał lepsze koligacje. Gdyby żył współcześnie na tych swoich włościach, to całą kolekcję zabrałoby mu państwo, a baron podszedłby do pierdla siedzieć.
Też mi pomysł- porównywać połamane cepy i zardzewiałe maszyny rolnicze do dzieł sztuki, jakie gromadził baron Minutoli...
Baron Aleksander von Minutoli był jednym z największych śląskich kolekcjonerów. Początkowo zbiory swe lokował w Legnicy, gdzie pełnił funkcję Komisarza Królewskiego Prowincji Śląskiej.
W 1863 roku zakupił dużą posiadłość ziemską, która obejmowała wsie Biedrzychowice, Zapustę wraz z jej przysiółkiem Rajsko (zwaną do dziś Zamczysko) oraz Grodnicę. W Biedrzychowicach znajdował się barkowy pałac, który został wzniesiony na fundamentach dawniejszego, renesansowego dworu. Baron wprowadził się do pałacu, przerobił go oraz ulokował tam swoje liczne i różnorodne zbiory. A było co podziwiać, gdyż znajdowały się tam zarówno egipskie mumie, jak i dzieła najwybitniejszych malarzy.
Szybko okazało się, że pałac jest zbyt ciasny dla cennych kolekcji Minutoliego. Kazał on wybudować w pobliżu pałacu wieżę, którą nazwał na cześć swego stryja o nazwisku Woldeck- wieżą Woldecka. Pałac z wieżą połączony był podziemnym tunelem. Wieża stanowiła coś na kształt magazynu dla kolekcji. Baron swoje zbiory trzymał również na zapuściańskim zamczysku Rajsko, ale o nim opowiem innym razem.
Pałac w Biedrzychowicach. Od 1863 siedziba barona von Minutoli. Obecnie zespół szkół dla młodzieży i dorosłych. Dzięki dobrym gospodarzom placówki, pałac jest pięknie wyremontowany i stanowi perełkę w ogarniętym marazmem regionie:
A kiedyś wyglądał tak:
Niestety, wieża Woldecka nie miała tyle szczęścia, co pałac. Ta śliczna niegdyś budowla dziś straszy osypującymi się murami. Byłoby dobrze, aby znalazły się środki na jej wskrzeszenie. Na razie wygląda na to, że włodarze gminy czekają, aż wieża się zawali i problem sam się rozwiąże. A szkoda, gdyż ta budowla stanowi część dawnego herbu Biedrzychowic. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy dziś Biedrzychowice posługują się tym herbem.
Do wieży można dojść i porządnie ja zobaczyć tylko wtedy, kiedy krzaki nie mają liści.
I pomyśleć, że tutaj niegdyś znajdowały się dzieła Rubensa, van Dycka, i innych słynnych artystów.
Wieża stanowiła doskonały punkt widokowy na włości Minutoliego. Ta góra w centrum, to nasza Złotnicka Czuba. Mieszkamy tuż przy jej zboczu.
wtorek, 22 listopada 2011
Złotnicka Czuba- góra pełna tajemnic.
poniedziałek, 10 października 2011
Kościół NMP W Grudzy.
Skoro już przekroczyliśmy rzekę Kwisę, postanowiliśmy zobaczyć pewną tajemniczą wioskę, która jest zaznaczona na mapach, ale nie ma o niej wzmianki w źródłach z których korzystamy. Są to Janice.
-O, skoro mam brać udział we mszy w Grudzy, to najpierw muszę "zapalić diabłu ogarek"- powiedziałam i zarządziłam odwiedzenie miejsca podpisanego na mapach jako Czartowskie Skały.
Ledwo zrobiłam to zdjęcie, zostaliśmy zaatakowani przez miejscową ludność. Znacie może to spojrzenie względem obcych? Usta zaciśnięte w sztywną kreskę, spojrzenie spod byka. Na swoich plecach poczułam lepką atmosferę podejrzliwości i wrogości.
-A co wy tutaj tak fotografujecie, a księdza to się pytaliście, czy można?- pyta siedzący przy drzwiach dziadek.
-Można, można- odpowiadamy.
-No ja nie wiem, czy tak można- żołądkuje się drugi starzec.
Czuję, jak poziom adrenaliny skacze mi do góry. Postanawiam przerwać tę idiotyczną rozmowę, która lada moment przerodzi się w pyskówkę. Mimo wszystko, nie uchodzi takie zachowanie w świątyni.
-Zostaliśmy zaproszeni przez księdza- ucinam niemiłą pogawędkę i chwilę po tym podchodzimy i rozmawiamy z duchownym. Pokazuje on nam artefakty, z których renowacji jest dumny.
Gdy negatywne emocje opadły, próbuję usprawiedliwić niechęć miejscowych ludzi do obcych. Myślę sobie, że tyle jest teraz kradzieży kościołów. Świątynia w Grudzy też została niedawno obrabowana podczas remontu, na szczęście złodziei złapano, przedmioty odnaleziono.
Guzik prawda! Otóż mieszkańcy tej i innych wiosek nie mają prawa tak się zachowywać, to nie jest ich dziedzictwo, ani ich własność. Tacy ludzie, może nawet owi panowie osobiście, niszczyli po 1945 roku własnymi rękami zabytki nie tylko po kościołach, ale dewastowali niemieckie nagrobki, budowali z nich śmietniki, deptali wielowiekową historię tych ziem. Dzięki takim właśnie ludziom rekonstruujemy przeszłość naszej małej ojczyzny z nędznych szczątków, jakie odnajdujemy po rowach, w lasach. Większość i tak została zrabowana, spalona, zniszczała w ziemi. Nie ma prawa zatem patrzeć się na mnie jeden czy drugi starzec, jak na złodzieja, wrogo, kiedy chcę utrwalić kawałek tej ocalałej historii i podzielić się nią z ludźmi.
I dodam jeszcze, że mimo mojej ogromnej fascynacji kościołami i ich wyposażeniem, wcale nieprędko przekroczę próg świątyni, szczególnie pełnej wiernych. Powinni wziąć to pod uwagę ludzie, którzy zastanawiają się, czemu kościoły z roku na rok pustoszeją i jest coraz mniej wiernych. Tutaj też nie było szaleństwa z frekwencją. Uroczysta msza z udziałem burmistrza i miejscowych "szyszek", a przynajmniej w 1/3 kościół był pusty.
**************
Dopisek: Wszystkich urażonych mieszkańców Grudzy, Janic, czy jakiegokolwiek innego miejsca informuję, że jest to mój prywatny blog, na którym zamieszczam wyłącznie moje subiektywne przeżycia dotyczące danego dnia i danego miejsca. "Jak cię widzą, tak cię piszą". Niewątpliwie, gdybym spotkała się z życzliwym przyjęciem, z miłą chęcią bym to opisała. Proszę też mieć na uwadze, że we współczesnym świecie nikt anonimowy nie jest, tym bardziej, że wiadomo, w jakiej okolicy go szukać. Żaden e- mail bez podpisu, czy telefon z "zastrzeżonego" numeru telefonu nie uniemożliwia identyfikacji osoby i nie pozostawia jej bezkarną. Anonimowe ubliżanie (komentarz niżej, nr 5) traktowane jest przez polskie prawo, jako cyberprzemoc i podlega pod paragrafy kodeksu cywilnego.
**************
Dopisek z dn. 18.02.2012
Od jednego z mieszkańców Grudzy otrzymałam zdjęcia odnowionych niedawno ołtarzy bocznych.
Bardzo dziękuję za uzupełnienie mojej fotograficznej relacji.





































































